wtorek, 7 sierpnia 2012

Mistrzostwa Polski w Skiff Dinghy by "Batman"



Mistrzostwa Polski w  Skiff Dinghy były organizowane 4-5 sierpnia przez Yacht Klub Stal w Marinie w Gdyni. Do regat zgłosiło się 8 żaglówek z czego zdecydowana większość to żaglówki Nautica 450. Regaty początkowo miały wystartować o 11, ale z powodów wyższych to znaczy braku siły aerodynamicznej zwanej przez niektórych meteorologów wiatrem, godzinę startu sędziowie przesunęli na 12.00.  

W marinie w Sobotę były całe masy ludzi, związane to było z odbywającymi się tam Targami, całkiem niezłe zamieszanie -  pełno namiotów wystawców, wozy transmisyjne i nowiutkie łodzie motorowe i żaglowe, pełen żeglarski misz-masz. Ciągnąc żaglówkę przez ten  tłum w kierunku slipu, wpadłem na prezydenta miasta Gdyni.  Pan Wojciech Szczurek spacerował nabrzeżem z synem (lat 6 albo coś koło tego). Szkraba dość mocno zaciekawiła łódka którą ciągnąłem fajnie było mu odpowiedzieć że to Nautica 450 - łódka regatowa. Kto tam wie może w niedalekiej przyszłości i on też będzie żeglował.  

 Wracając do regat to w sobotę mieliśmy 4 wyścigi typu góra-dół a w niedziele już tylko 3; ściganie się góra-dół znaczy wyścigi wokół 2 bojek, jedna ustawiona jest w pewnej odległości pod wiatr od linii startu a druga z wiatrem, najpierw halsuje się na bojkę pod wiatr, bojkę omija się ją lewą burtą, następnie wraz z wiatrem płynie się na dolną bojkę które też mijamy lewą burtą. Początkowo dużo rzeczy mi się mieszało, żaglówka inaczej się zachowywała niż na treningu bo wiatr był zdecydowanie słabszy, bardziej delikatnie trzeba było przemieszczać się po pokładzie, jeden niewłaściwy albo gwałtowniejszy ruch i łódka traciła prędkość, a ja za swoimi plecami słyszałem wtedy od Wróbla przez zęby NIESKACZ!!( nawet po regatach rozważałem żeby ustawić sobie taki dzwonek Batman nie skacz J J ). Dość dużo tego dnia się nauczyłem, spodobało mi się że przy słabszym wietrze nie koniecznie trzeba np. przechodzić na drugą burtę żeby balastować, można to zrobić stojąc w rozkroku w poprzek łódki i tylko przekładać ciężar ciała z jednej nogi na drugą, co jest bardzo wygodne przy zwrotach przez rufę z genakerem. Trzeba tylko mocno uważać głową żeby nie przydzwonić w bom. Tego typu balastowanie bardzo mi przypomina może to egzotyczne skojarzenie ale w pewnym sensie takie balastowanie podobne jest do jazdy na snowboardzie, gdzie również przekładamy ciężar ciała z jednej nogi na drugą. W sobotę w 4 wyścigach, trzykrotnie byliśmy drudzy i raz zajęliśmy trzecie miejsce, uważam że nieźle się spisaliśmy. Po pierwszym dniu w rankingu objęliśmy miejsce drugie. 

Wieczorem po regatach jak to po regatach była mała integracja, co muszę powiedzieć jest zawsze ciekawym punktem regat, bo w końcu można poznać swoich przeciwników. Drugiego dnia regat czyli w niedziele, byliśmy trochę zmęczeni po dniu wcześniejszym. Mi powychodziły zakwasy - przede wszystkim na udach od balastowania i w rękach od szotów.  Przyznam że dość trudno było nam utrzymać tą drugą pozycje, na przyszłość wiem że potrzeba więcej treningów. Nie zmienia to faktu że w ostatecznym rankingu udało nam się zająć drugie miejsce, ZOSTALIŚMY VICE-MISTRZAMI POLSKI w Skiff Dinghy. Dla mnie to drugie miejsce było, czymś niesamowity, pierwszy raz w życiu dostałem medal. 


Niesamowite przeżycie wracać do domu z Medalem i pucharem w ręku – spojrzenia ludzi w SKM albo autobusach ZKM – bez cenne JJ . Śmieszna sytuacje miałem gdy pasażerka która wsiadła w Gdyni wzgórze Św. Maksymiliana, zapytał się mnie czy ja też wracam z wystawy kotów?? Pytam się jej z skąd takie pytania, a ona wskazuje mi na puchar i mówi że na wystawie kotów dzisiaj takie wręczali JJJ. Widać w Gdyni stosują  uniwersalny wzór pucharów albo promocja akurat na ten wzór była JJJ– dla mnie nieważne jak wygląda puchar ważne za co jest a  ja jestem z niego bardzo dumny. Następne regaty za 2 tygodnie w Iławie. Trzeba ćwiczyć ćwiczyć  i jeszcze raz ćwiczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz